Grillowanie przez lata miało u mnie dwa oblicza: albo szybka kolacja, albo towarzyski rytuał, w którym ktoś dzielnie pilnuje rusztu, a reszta zadaje mu pytanie, czy już można. Le Creuset proponuje trzecią drogę: potraktować ogród jak kuchnię, tylko z dymem, żarem i mniejszą liczbą pokręteł. Ich kolekcja BBQ Outdoor wygląda jak propozycja dla ludzi, którzy na widok ognia myślą raczej o pieczonych pomidorach, pizzy i duszonych warzywach niż o kolejnej partii karkówki.
Francuska marka kojarzy się przede wszystkim z kolorowymi garnkami, które potrafią przetrwać kilka kuchni, przeprowadzek i zmian kulinarnych obsesji właścicielki. Tym razem postawiła na matową czerń oraz sześć naczyń przeznaczonych do pracy na grillu i nad otwartym płomieniem. Jest tu prostokątna płyta, kwadratowa patelnia grillowa, okrągła forma do pizzy, klasyczna patelnia, kwadratowy kosz do grillowania i płytki garnek z pokrywką.
Mam słabość do takich premier, gdy marka nie wymyśla problemu tylko po to, by sprzedać kolejną rzecz do ogrodu. Ogród faktycznie bywa kulinarnie ograniczony. Nawet świetny grill często sprowadza nas do układania produktów na kratce i nerwowego ratowania szparagów, które właśnie postanowiły spaść między pręty. Dobre żeliwo rozszerza repertuar bez budowania całej kuchni polowej.
Żeliwo, które może pobrudzić się bez kompleksów
BBQ Outdoor wykonano z żeliwa pokrytego czarną, matową emalią. Nie jest to taka sama gładka powłoka, jaką znamy z emaliowanych garnków Le Creuset używanych w domu. Ma bardziej chropowatą strukturę i została przygotowana do kontaktu z regulowanym oraz mniej przewidywalnym źródłem ciepła. Producent deklaruje odporność na temperaturę do 450°C, a także na rdzę, pękanie, odpryski, plamy i matowienie.
To istotne, bo otwarty ogień ma charakter znacznie mniej cywilizowany niż płyta indukcyjna. Potrafi rozgrzać fragment naczynia błyskawicznie, zmienić się pod wpływem wiatru i przypomnieć, że kuchnia na dworze wymaga odrobiny pokory. W zwykłym, pięknym garnku szkoda byłoby eksperymentować z takim żywiołem. W tym przypadku czarna powierzchnia jest wręcz zaproszeniem, by przestać przejmować się każdą smugą i śladem użytkowania.
Warto jednak pamiętać o prostej zasadzie bezpieczeństwa. Naczynia powinny znajdować się co najmniej 5 cm nad płomieniami, najlepiej na ruszcie grilla. Nie chodzi więc o wrzucenie ciężkiego żeliwa bezpośrednio w ognisko i liczenie na rustykalny cud. Żar nadal wymaga kontroli, a żeliwo nadal długo trzyma temperaturę. To zaleta podczas gotowania, lecz po zdjęciu naczynia z grilla łatwo o poparzenie i równie łatwo o przesuszenie jedzenia, jeśli zapomnimy, że patelnia wciąż pracuje.

Grill, na którym można też ugotować obiad
Najbardziej przemawia do mnie kwadratowa patelnia grillowa o średnicy 28 cm i pojemności 3,2 l. Ma żebrowane dno, więc pozwala uzyskać grillowe paski i odprowadza część tłuszczu. Ważniejszy wydaje mi się jej podział na pola gotowania. W praktyce można przygotować rybę i warzywa w tym samym czasie, nie urządzać logistycznej przeprawy z trzema małymi patelniami oraz nie patrzeć, jak delikatne składniki rozsypują się przy przekładaniu.
Jeszcze więcej możliwości daje płytki garnek z pokrywką. To akurat naczynie, które może zmienić przebieg spotkania w ogrodzie. Zamiast wszystkiego piec nad ogniem do granic możliwości, można udusić pomidory z fasolą, przygotować małże, upiec kurczaka w sosie, zrobić warzywne curry albo chlebek, jeśli ktoś lubi podejmować kulinarne wyzwania w towarzystwie dymu. Pokrywka ma tu znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać: zatrzymuje wilgoć i pozwala prowadzić gotowanie spokojniej, bez nieustannego obracania składników szczypcami.
Forma do pizzy będzie kusiła najbardziej, choć właśnie przy niej zachowałabym zdrowy sceptycyzm. Ogniskowa pizza potrafi być cudowna, ale wymaga umiejętności operowania temperaturą. Żeliwo zapewni stabilne, mocne ciepło, jednak nie zastąpi wprawy ani odpowiedniego rozpalenia grilla. Za to dla placków, podpłomyków, pieczonych owoców czy quesadilli taki krążek ma znacznie mniej stresujący potencjał.

Cena za trwałość i kilogramy
Ceny kolekcji zaczynają się od 145 funtów, czyli około 710 zł. To wydatek, który skutecznie oddziela spontaniczny zakup ogrodowy od przemyślanej inwestycji. Za podobne pieniądze można kupić sporo akcesoriów do grilla, lżejszych, tańszych i wystarczających na kilka sezonów. Tyle że Le Creuset celuje w inną potrzebę. To sprzęt dla osób, które wolą kupić jedno porządne naczynie i używać go przez długi czas, także w piekarniku oraz na kuchence gazowej.
Nie udawałabym też, że żeliwo jest wygodne dla każdego. Jest ciężkie, potrzebuje miejsca do przechowywania, a po gotowaniu bywa gorące długo po tym, gdy reszta stołu już je deser. Jeżeli grill służy nam kilka razy w roku do szybkiego pieczenia mięsa, wystarczy dobry ruszt i koszyk do warzyw. Jeśli jednak ogród staje się latem drugą kuchnią, różnica między akcesorium a prawdziwym naczyniem zaczyna mieć sens.
Trochę mniej grilla, trochę więcej gotowania
W tej kolekcji podoba mi się przede wszystkim zmiana sposobu myślenia o gotowaniu na zewnątrz. Przez lata grill był traktowany jak stanowisko do obróbki kilku przewidywalnych produktów. Tymczasem ogień pozwala też gotować wolniej, bardziej różnorodnie i, paradoksalnie, mniej nerwowo, gdy do dyspozycji mamy naczynie z pokrywką czy stabilną patelnię.
Le Creuset nie wymyśliło gotowania w żeliwie nad płomieniem. Wymyśliło za to dopracowaną, odporną wersję dla tych, którzy chcą połączyć tę starą metodę z wygodą współczesnego ogrodu. Cena może zatrzymać wiele osób, i słusznie. Mnie bardziej przekonuje myśl, że dobry grill nie musi kończyć się na ruszcie. Czasem wystarczy ciężka patelnia, porządny żar i odwaga, by na działce ugotować coś, czego nie da się zjeść jedną ręką przy plastikowym stoliku.