Gdy słyszę, że byli projektanci McLarena stworzyli mebel, odruchowo wyobrażam sobie fotel z wlotami powietrza i stolik, który wymaga kasku przed użyciem. Ennua Element 01 idzie na szczęście w subtelniejszą stronę, choć subtelność w świecie karbonu, złotych detali i ceny od 145 tysięcy dolarów, czyli około 580 tysięcy złotych, ma oczywiście własną definicję. To mebel stworzony z rozmachem znanym z hipersamochodów, a zarazem ciekawy przykład tego, jak daleko luksus potrafi odejść od zwykłego pytania: czy wygodnie się na tym siedzi?
Za projektem stoją João Dias i Patrick Carton, wcześniej związani z McLaren Automotive i pracujący przy tak spektakularnych autach jak Speedtail czy W1. W Ennua przenieśli swój sposób myślenia z pojazdów osiągających ponad 320 km/h do obiektu, który ma już zdecydowanie spokojniejszy harmonogram. Element 01 jest czymś pomiędzy ławką, szezlongiem, konsolą i rzeźbą użytkową. Celowo wymyka się prostemu opisowi, bo proste opisy słabo współpracują z ceną małego mieszkania.
Karbon, który ma coś do powiedzenia
W tym projekcie karbon nie pełni roli obowiązkowej dekoracji dla ludzi, którzy chcą, by nawet stojak na pilot przypominał nadwozie auta wyścigowego. Włókno węglowe tworzy właściwą konstrukcję Element 01, podobnie jak monokok w supersamochodzie. Forma i inżynieria powstawały równolegle, więc falująca bryła nie jest po prostu miękkim tapicerowanym meblem obłożonym efektowną skorupą.
To podejście akurat rozumiem i doceniam. W wielu luksusowych realizacjach technologia bywa przypięta do produktu jak broszka do marynarki: ma błyszczeć, ale nie musi niczego uzasadniać. Tutaj konstrukcja jest sednem projektu. Projektanci wyraźnie pilnowali proporcji i starali się, by każda linia miała techniczne oraz wizualne uzasadnienie. W efekcie Element 01 wygląda dynamicznie, ale nie popada w estetykę gadżetu z salonu tuningowego.

Materiały jak z katalogu bardzo drogich zachcianek
Na karbonowym szkielecie pojawia się skóra Bridge of Weir, znana z motoryzacyjnego świata premium, a pod nią BioPRO – pianka oparta na białku i kolagenie odzyskiwanym w procesie produkcji skóry. Do tego dochodzą precyzyjnie obrabiane elementy z aluminium, tytanu, mosiądzu lub złota. Wszystko wykonywane jest w Wielkiej Brytanii.
Brzmi to imponująco, lecz mam też wrażenie, że współczesny rynek kolekcjonerskiego wzornictwa coraz chętniej urządza konkurs na najbardziej kosztowną odpowiedź na pytanie, jak można usiąść. BioPRO jest interesującym akcentem materiałowym, a karbon daje realną lekkość i sztywność, jednak złoto w meblu za setki tysięcy złotych trudno traktować wyłącznie jako decyzję inżynierską. Tu zaczyna się obszar statusu, aspiracji i przyjemności z posiadania rzeczy absurdalnie dopracowanej.

Personalizacja dla 199 osób
Powstanie tylko 199 numerowanych egzemplarzy Element 01. Każdy ma być zamawiany indywidualnie, a nabywca wspólnie z projektantami ustali konfigurację materiałów, kolorów i wykończeń. Karbon może zachować widoczny splot, dostać barwiony odcień albo zostać całkowicie polakierowany. Do niego dobierane są skóra oraz metalowe detale.
W tej klasie produktu personalizacja nie jest dodatkiem, lecz częścią rytuału zakupu. Osoba wydająca około 580 tysięcy złotych nie kupuje przecież samego miejsca do siedzenia. Kupuje możliwość powiedzenia, że splot włókna, ton skóry i połysk metalu dobrano specjalnie dla niej. Można się z tego lekko uśmiechnąć, ale byłoby to uproszczenie. Ręcznie zamawiane wzornictwo zawsze było także opowieścią o właścicielu, a nie wyłącznie o przedmiocie.

Czy w domu jest miejsce na taką prędkość?
Element 01 ma w sobie ten rodzaj wizualnego napięcia, który lepiej znosi duże, oszczędne wnętrza niż mieszkanie, gdzie obok stoją kosz z praniem i suszarka rozłożona po niedzielnym praniu. W apartamencie z kamieniem, szkłem i widokiem na miasto może wyglądać świetnie. W zwykłym salonie prawdopodobnie przejąłby całą rozmowę, a może nawet kilka rozmów rodzinnych.
I właśnie dlatego nie potrafię go sprowadzić do ekscentrycznej fanaberii. Ennua Element 01 jest uczciwy w swojej przesadzie. Nie ukrywa, że ma być rzadki, kosztowny i oglądany z podobną uwagą jak obiekt artystyczny. Mnie bardziej pociąga w nim dyscyplina konstrukcji niż złote wykończenia, ale całość pokazuje coś ważnego: meble nadal mogą być polem dla ambitnej inżynierii, nawet jeśli ich odbiorcy nie będą mierzyć czasu okrążenia, tylko zastanawiać się, gdzie postawić kieliszek.

Początek większej serii
Element 01 otwiera serię Element by Ennua. Kolejne obiekty mają różnić się skalą i funkcją, ale zachować podobny język formy oraz bardzo rygorystyczne podejście do materiałów. Projektanci deklarują, że każdy następny przedmiot musi mieć sensowny powód istnienia. To zdanie brzmi rozsądnie, choć przy tak elitarnym wzornictwie chętnie sprawdzę, jak długo wytrzyma zderzenie z pokusą stworzenia karbonowego wszystkiego.
Na dziś Ennua Element 01 pozostaje bardziej obiektem do podziwiania niż meblem, który chciałabym wprowadzić do własnego domu. Mimo to patrzę na niego z sympatią. Jest w nim rzadko spotykana konsekwencja, a przeniesienie motoryzacyjnej precyzji do wnętrz dało efekt znacznie ciekawszy niż kolejny fotel inspirowany sportowym autem. Tylko proszę, nie stawiajmy na nim kubka bez podkładki. Przy tej cenie nawet ślad po kawie mógłby wyglądać jak wypadek przy dużej prędkości.