Czy warto wozić kuchnię w SUV-ie? Ten projekt ma zaskakująco mocne argumenty

Date:

Share:

Od lat obserwuję ten sam rytuał na wyjazdach: ktoś rozstawia mały grill, ktoś inny szuka stołu, a potem wszyscy udają, że krojenie pomidorów na kolanie jest częścią biwakowej przygody. Fyrel Fold & Go trafia w ten bałagan całkiem celnie. To składana kuchnia plenerowa z grillem i blatem, która mieści się w SUV-ie, ma nakarmić sześć do ośmiu osób i pozwala gotować bez urządzania prowizorycznej restauracji na skrzynce po napojach.

Mam słabość do sprzętów, które powstają z realnej irytacji, a nie z potrzeby dopisania kolejnego gadżetu do katalogu. Tutaj problem jest prosty: turystyczne kuchenki są świetne dla dwóch osób, ewentualnie trzech, ale przy rodzinie albo grupie znajomych szybko zaczynają działać jak jednoosobowa kasa w markecie w sobotę. Można, tylko po co sobie to robić. Fold & Go ma ambicję wypełnić lukę między małym palnikiem a wielkim grillem ogrodowym, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie ładował do bagażnika przed weekendem nad jeziorem.

Wreszcie ktoś pomyślał o blacie

W konstrukcji Fyrel Fold & Go najbardziej przekonuje mnie właśnie strefa przygotowania posiłku. Po rozłożeniu użytkowniczka dostaje stanowisko o łącznej powierzchni około 3225 cm². Sama powierzchnia gotowania ma około 1805 cm², a blat roboczy około 1420 cm². W praktyce oznacza to miejsce na dziesięć burgerów albo dwanaście kiełbasek naraz oraz fragment przestrzeni, na którym można odłożyć talerz, szczypce czy pokrojone warzywa.

Brzmi banalnie, lecz podczas wyjazdów takie drobiazgi decydują o tym, czy gotowanie jest przyjemnością, czy serią małych katastrof. Grill bez blatu wymusza ciągłe kursowanie między autem, stołem piknikowym i miejscem, w którym akurat ktoś rozłożył koc. Blat przy urządzeniu porządkuje pracę i ogranicza ten osobliwy biwakowy taniec, w którym pięć osób stoi za blisko ognia, a żadna nie wie, gdzie położyć miskę z sałatą.

The height can be adjusted from 738 mm (29.1 in) to 535 mm (21.1 in)
fot. Fyrel

Grill dla ludzi, którzy nie chcą jeść na zmiany

Powierzchnię grzewczą podzielono na płaską płytę i część żebrowaną. To sensowniejszy układ, niż mogłoby się wydawać na zdjęciach. Na płycie można rano usmażyć jajka, naleśniki czy warzywa, a po południu przerzucić się na burgery, steki lub szaszłyki. Producent przewidział też wysuwaną tackę ociekową, regulację płomienia oraz wbudowany termometr. Pokrywa ze stali pokrytej emalią porcelanową ma lepiej znosić wilgoć i częsty kontakt z temperaturą, a aluminiowa rama ma utrzymać wagę całej konstrukcji w rozsądnych granicach.

Rozsądnych, choć tylko do pewnego momentu. Fyrel Fold & Go waży 16 kg. To nadal wynik do zaakceptowania dla jednej sprawnej osoby, zwłaszcza że sprzęt ma kółka po jednej stronie, ale nie oszukujmy się: nie jest to grill, który wrzuca się odruchowo do auta na szybki wypad. Po złożeniu ma około 107 cm długości, 54 cm szerokości i 35 cm wysokości. Wejdzie do większości SUV-ów i vanów, jednak zajmie w bagażniku miejsce porównywalne z porządną walizką. Przy czteroosobowej rodzinie, psie i namiocie warto najpierw uczciwie sprawdzić układ bagażu, zanim w głowie pojawi się wizja idealnego campingu.

The device can cook enough food to serve six to eight people
fot. Fyrel

Węgiel albo gaz, zależnie od nastroju i cierpliwości

Dużym atutem jest możliwość korzystania zarówno z węgla drzewnego, jak i propanu. Przy kolacji przy ognisku węgiel ma swój urok, bo daje charakterystyczny aromat i wolniejsze tempo, które do urlopu zwyczajnie pasuje. Rano jednak nikt rozsądny nie chce odpalać paleniska po to, by usmażyć dwa jajka i podgrzać kawę. Wtedy gaz wygrywa wygodą oraz tempem.

Według deklaracji producenta standardowy, jednofuntowy kartusz propanowy ma wystarczyć na około półtorej godziny pracy z maksymalną mocą albo do trzech godzin przy średnich ustawieniach. Warto potraktować te wartości jako orientacyjne, bo wiatr, temperatura i sposób gotowania potrafią brutalnie skorygować obietnice producentów. Mimo to sama elastyczność paliwowa ma sens. Na wyjeździe plan rzadko pozostaje planem, a sprzęt, który daje wybór, zwykle wygrywa z tym, który wymaga idealnych warunków.

Składanie w kilka sekund brzmi dobrze, ale liczy się codzienność

Mechanizm rozkładania opiera się na podstawie, zwalnianym pokrętle i blokadzie wybranej wysokości. Konstrukcję można ustawić na wysokości od około 54 do 74 cm, więc da się gotować zarówno na stojąco, jak i siedząc przy obozowym stole. To detal, który docenią osoby wyższe, ale też każdy, kto po całym dniu marszu nie ma ochoty pochylać się nad płytą jak nad zbyt niskim stolikiem kawowym.

Oczywiście w sprzęcie outdoorowym deklarowane kilka sekund rozkładania zawsze brzmi trochę jak obietnica z reklamy mebli modułowych. Prawdziwy test zaczyna się później: czy zatrzaski działają po kontakcie z piaskiem, czy pokrywa nie nabiera luzów po kilku trasach i czy tłuszcz da się usunąć bez rozbierania połowy urządzenia. Tego nie rozstrzygną rendery ani opis kampanii. Widać jednak, że projektanci pomyśleli o podstawowych punktach zapalnych plenerowego gotowania: stabilności, transporcie, czyszczeniu i miejscu do pracy.

Cena jest kusząca, ryzyko pozostaje realne

W przedsprzedaży na Kickstarterze Fold & Go wyceniono na 169 dolarów, czyli około 680 zł. Planowana cena detaliczna ma wynieść 299 dolarów, czyli około 1200 zł. Jak na duży, mobilny grill z blatem, regulowaną konstrukcją i opcją zasilania gazem albo węglem, pierwsza kwota wygląda atrakcyjnie. Druga nadal nie wydaje się absurdalna, jeśli produkt faktycznie okaże się solidny i łatwy do utrzymania w czystości.

Jest jednak jedno ważne zastrzeżenie: to kampania crowdfundingowa. Wpłata nie jest zakupem gotowego sprzętu leżącego w magazynie. Może pojawić się opóźnienie, zmiana specyfikacji albo problem z logistyką, szczególnie przy produkcie dużym i ciężkim. Zapowiadana wysyłka ma ruszyć w październiku, ale do takich terminów podchodzę ostrożnie. Entuzjazm dla pomysłu nie powinien wyłączać kalkulatora ani zdrowego rozsądku.

━ warto przeczytać

Mini Hogwart – LEGO znalazło sposób, by zmieścić magię na półce

LEGO Harry Potter Mini Hogwarts Castle ma 700 elementów, kosztuje 169,99 zł i celuje w fanów, którzy chcą mieć kawałek Hogwartu bez przeprowadzki do większego mieszkania. Sprawdzam, czy mikroskala daje tu więcej niż kolejną licencjonowaną ozdobę.

Sekator skapitulował? Worx wchodzi do gry

Worx WG327E to lekka, akumulatorowa piła do gałęzi, która ma odczarować najbardziej męczący etap ogrodowych porządków. Sprawdzam, czy 1,42 kg, 15 cm cięcia i akumulator PowerShare rzeczywiście składają się na sensowny sprzęt, a nie kolejny gadżet do szopy.

Oczyszczacz do małej sypialni nie musi wyglądać jak serwerownia. IKEA ma na to odpowiedź

Mały IKEA Uppåtvind wraca w nowych kolorach i z cichszym trybem do sypialni. To prosty oczyszczacz do naprawdę małych pomieszczeń, który ma sens wtedy, gdy nie oczekujemy od niego cudów.

Duszek z jednej strony, pająki z drugiej. Taka dekoracja na Halloween ma sens

IKEA KUSTFYR to dwustronna, bawełniana poszewka z duszkiem i pająkami. Kosztuje 15,99 zł, a przy odrobinie dystansu może być najprostszym sposobem na sezonową zmianę nastroju w mieszkaniu.

Ben Affleck znów reżyseruje. „Animals” wygląda jak thriller dla tych, którzy mają dość grzecznego Netflixa

Ben Affleck wraca za kamerę i przed kamerę w thrillerze „Animals”, gdzie kampania polityczna miesza się z rodzinnym koszmarem. Zwiastun sugeruje kino napięcia bardziej brudne i nerwowe niż typowa streamingowa produkcja na jeden wieczór.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj